507 147 657
Pomóż Marysi chodzić

Nowinki o Marysi

Kryzys emocjonalny

Miniony miesiąc był trudny zarówno dla Marysieńki jak i całej rodziny. Poczułam rozpacz paniczny strach, coś czego nie uniknę, jak dzień i noc. Już tak będzie! że nie odeśpię wyjazdów, bo są następne, że nie wyjadę w góry, choć mocno je kocham, że nie przeczytam żadnej innej książki, niż o tematyce ściśle związanej z chorobą, że nie pójdę do teatru, choć jest to moim powietrzem, że nie wybierzemy się razem na jesienną wycieczkę, choć Bieszczady są teraz najpiękniejsze, że oddalam się od znajomych, bo nie ma kiedy, że nie zakwitną kwiaty w ogródku, bo przerosły trawą, że nie wypiję już z mamą kawy, bo i tak w biegu podaje jej obiad, że na wszystko już nigdy nie będzie czasu, że wszystko to Marysia, że wszystko to dzieci!

 

Podczas pobytu w przychodniach, w szpitalach widziałam piekło na ziemi (tak mi się wydawało). Dzieci chore, dzieci upośledzone, dzieci niepełnosprawne, dzieci na wózkach, dzieci łyse i blade, dzieci, których jedyne życie, jakie mają, toczy się wokół leków, rehabilitacji i szpitali. I na kogokolwiek bym nie spojrzała, każde dziecko było tak strasznie pogodzone z sytuacją, zaakceptowały chorobę i nauczyły się z nią żyć.... nie zawsze rodzice. Słyszę jak rozpadają się małżeństwa, jak poddawane są próbom, na które nie wszystkim starcza sił. Boję się, przecież my tak często się tylko mijamy, brakuje wieczorami sił na zamienienie miłych choćby 10 zdań. Czuje jakby nasza samotność w małżeństwie stała za rogiem. Czy przetrzymamy?...  Jest jak jest. Życie, które stało się i moim udziałem, jest pełne walki, smutku, strachu, obaw, ale i radości, głębokiej miłości i pracy ponad siły fizyczne. Ale jedno zawsze jest zauważalne, wszędzie gdzie w tych miejscach przebywam, oczy pełne miłości.

 

Tu nie ma miejsca w dzień na załamywanie rąk, płacz i depresje. Są tylko noce, gdzie zostaje sam na sam z własnymi myślami, choć krótkie, to mocne w przeżyciach. Ja z mojej strony mogę jedynie dać z siebie wszystko jako mama, zapewnić moim dzieciom wszystko, co możliwe, by utrzymać Marysieńkę w dobrej kondycji. Chciałabym jej dać moje nogi, pęcherz, nerki, kręgosłup, w zamian pożyczyć od niej trochę siły, zaufania do ludzi, naiwności, z których zostałam obdarta, a które w Marysieńce są.

 

Czy trzeba ukrywać słabość i złość przed światem, jeśli wypełnia ona człowieka po brzegi. Wygląda na to, że tak, pozwoliłam tej złości wypełnić całe moje serce, całą moją duszę, Najbardziej pieką łzy, które się ukrywa pod powieką. Może, gdyby dała upust tej słabości, która wije we mnie coraz większą sieć nie doszłoby do tego, że zawładnęła ona mną po nocy w całości. Nie jestem jedyną osobą na świecie, której możliwości najwyraźniej przecenił ktoś gdzieś tam na górze. To w nocy, dzień jest walką.

 

A jak wytłumaczyć dziecku, które cierpi, że w tym jest jakiś sens? Czemu tak trudno przyjąć cierpienie? Czemu muszę tłumaczyć starszej córeczce, że Marysia choć płacze staje się przez to silniejsza?, bo to rehabilitacja? Pomimo, że do tej pory rzadko kiedy słyszała, żeby płakała. Podczas, gdy ona i tak ucieka na górę, włącza bajkę na fula i stara się przeczekać ten czas.

 

W cierpieniu człowiek przerasta samego siebie, poznaje swoje możliwości, których w pełni szczęścia nie był świadom. Ludzie często mówią mi, że są pełni podziwu, że sobie z tym wszystkim radzimy.

 

A mnie Czasem wydaje się, że kolejnego pobytu w szpitalu już nie wytrzymam. Ale ten kolejny raz i tak przychodzi mimo tego, że mnie tak przeraża i wytrzymuję, jestem tu, tu i teraz, dalej jestem sobą, dalej potrafię się uśmiechać, dalej bije moje serce. A każdy na moim miejscu zrobiłby zupełnie to samo, w miarę swoich możliwości emocjonalnych, rodzinnych i finansowych.... Kiedy przemija pierwszy szok po kolejnym złym wyniku jeszcze bardziej czuję się potrzebna. Problem ze stópkami, propozycja operacji stópek, na szczęście zastąpiona kolejnymi nowymi ortezami (a jednak można było! To temat na epopeję) Obawa o pęcherz i nerki, zastawkę, z która żyje się jak z bombą, choroba mojej mamy, to, to, co do tego wszystkiego dołącza na co dzień. Ćwiczenia jedzenie, higiena, sen, ćwiczenia, jedzenie, higiena, rehabilitacja, grafik wyjazdów, badań, wizyt kontrolnych, tuzin telefonów, liczne rejestracje, itd., organizacja opieki na spółkę z bratem do mamy, no i te ważne, równie ważne starszaki ...ich problemy, przeżycia, wydarzenia, potrzeby, zajęcia. To codzienność.

Plany i wielki kalendarz cały zapisany znikają, zastępują ich marzenia, że nie ma nic ponad uśmiech, radość Marysieńki na buźce, głośna zabawa z siostrą, gaworzenie z bratem, poranna energia . To jest jak oglądanie filmu, ciągle tego samego z nadzieją, że tym razem będzie miał szczęśliwe zakończenie. Być ciągle pozytywnie nastawionym, to zadanie praktycznie niewykonalne, skrajnie pretensjonalne, a jednocześnie kuszące, a i tak na co dzień do tego dążę. Jednak ważne jest to, że człowiek nic w zamian za swoje poświęcenie nie oczekuje, no dobra może spokojnego snu i regeneracji. To jest bezgraniczna i bezwarunkowa miłość. Miłość matki do dziecka.

 

Nasze potrzeby, plany nawet te najprostsze, znikają, zastępują je marzenia. W tej całej niezwykłej codzienności mobilizacja do odnalezienia sił jest trudna - ALE WKOŃCU MOŻLIWA!

 

Zapraszam do dyskusji  pod adres:  www.facebook.com/MarysienkaZawisza

2012-10-16
Realizacja: TiO interactive